Ruined interior

In the beginning was the world.
Then the new world.
Then the new world order

which resembles the old one
doesn’t it? Its crumbling
aqueducts. Its trinkets and shingles.

Its pathways smothered in fog.
If all we’ve done is blink a bit
and touch things,

notice how dust describes
a tin can by not falling
where it sits, or how a red sleeve

glimpsed through curtains
mimics the tip of a whispering
tongue, was the whole day a waste

or can worth be conferred
on a less than epic urge? Bow-wow
says the doggie on page two.

Ahoy says the sailor.
Arise says the tired queen,
and face the highway,

the donut shops, and the boardwalk.
It rained today, and you could see perfect
inversions of streetlights

suspended in the drops on the window.
You could see the skyline
trying to hold up the sky.

Don’t tell me there’s another,
better place.  Don’t tell me
there’s a sea

above our dreaming sea
and through the windows of heaven
the rains come down.

Suzanne Buffam

 

Zrujnowane wnętrze

Na początku był świat.
Potem nowy świat.
Potem nowy porządek świata,

który przypomina ten stary,
prawda? Jego niszczejące
akwedukty. Ozdóbki i kamyczki.

Jego ścieżki duszące się we mgle.
Jeśli my tylko mrugaliśmy
i dotykaliśmy rzeczy,

popatrz, jak kurz opisuje
puszkę, bo nie leży tam,
gdzie ona stoi, czy jak czerwony rękaw,

co mignął za zasłoną
naśladuje koniuszek szepczącego
języka, czy spisać ten dzień na straty

czy też można nadawać wartość
gdy brakuje epickości? Hau hau
mówi piesek na stronie drugiej.

Ahoj mówi marynarz.
Wstańcie mówi zmęczona królowa
i spójrzcie na drogę,

cukiernię, promenadę.
Padało dziś i można było zobaczyć
idealne odbicia latarni

zawieszone w kroplach na szybie.
A horyzont
próbował podtrzymać niebo.

Nie mów, że jest inne,
lepsze miejsce. Nie mów,
że jest morze

ponad naszym uśpionym morzem
i że deszcz pada
przez niebiańskie okna.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Fin de año

Ya se va el 2012.
Da igual.
Si vivo en el presente de mis ojos
es porque estoy ayer toda la noche
y me pesa la historia
que han contado los años.

Cuentan una vez más
la suerte de cadáver,
de la infancia perdida,
del amor que se parte como un bocadillo
en el corro de hambrientos.

Ya viene el 2013.
Da igual.
Un año es poca cosa
para el lobo que vive en el mañana
porque se siente hoy,
sombra de las preguntas repetidas.

Ha salido la luna para buscar mi aullido.
No busca el uno, el dos, el tres, el cero.
Sólo quiere mi aullido.

No va con dirección, cruza los días.
No devuelve la luz, pero pregunta
en las horas cuadradas o redondas.

Tiemblan los que comprenden
que hay un desván en las felicidades.
Una puerta en la casa del ahorcado.

Luis García Montero

Koniec roku

Odchodzi już rok 2012.
Wszystko jedno.
Jeżeli żyję tu i teraz,
to dlatego że przez całą noc jestem tym, co wczoraj
i ciąży mi historia
opowiadana przez te lata.

Raz jeszcze opowiadają
o losach martwego ciała,
o straconym dzieciństwie,
o miłości, która rozpada się jak kanapka
pochwycona przez głodnych.

Nadchodzi już rok 2013.
Wszystko jedno.
Jeden rok nic nie znaczy
dla wilka, który żyje jutrem,
gdyż dzisiaj czuje się
cieniem powtarzających się pytań.

Księżyc wyszedł na poszukiwanie mego wycia.
Nie szuka jedynki, dwójki, trójki, zera.
Chce tylko mojego wycia.

Nigdzie nie dąży, płynie przez dni.
Nie odbija światła, lecz zadaje pytania
w godzinach kwadr lub pełni.

Drżą ci, którzy rozumieją,
że jest jakiś strych w składanych życzeniach.
Drzwi w domu powieszonego.

Opublikowano Uncategorized | 2 komentarze

Liebe macht blind

Liebe macht blind
sagt man
und folglich
werde ich
in den Verein der Blinden
und Sehschwachen
eintreten.
Einen Blindenhund
beantragen.
Die Wohnung blindengerecht
umbauen.
Und jede Nacht
werde ich
an den Erhebungen deines Körpers
die Blindschrift
üben.

Peter Turrini

Miłość jest ślepa

Miłość jest ślepa
mówią
a zatem
wstąpię do
Związku Niewidomych
i Niedowidzących.
Złożę wniosek
o psa przewodnika.
Mieszkanie przystosuję
do potrzeb niewidomego.
I każdej nocy
na wypukłościach twego ciała
będę ćwiczył
alfabet Braille’a.

Opublikowano Uncategorized | 1 komentarz

La consecuencia

Esto es un árbol. La raíz dice raíz,
rama cada rama, y en la copa
está la sala de recibo
de un mirlo que habla.

La mesa donde escribo
—una fiesta de solteras—
está hecha de madera de ese árbol
convertida por el uso y por el tiempo
en la palabra mesa.

Es porque da frutos que caen
y por el gremio perenne de sus hojas
que se renueva el árbol
y que existe la palabra árbol:

aunque a veces el bosque
lo oculte a la vista, lo contiene
el árbol en la palabra árbol.

Y no es que éste sea un poema abstracto.
Es que las palabras  se repiten entre sí
por el sentido: son solteras y sociables
y de sus raíces crece un árbol.

Mirta Rosenberg

 

Skutek

Oto drzewo. Korzeń mówi korzeń,
gałąź jak gałąź, a w koronie
znajduje się salon
kosa opowiadacza.

Stół, przy którym piszę
– święto samotności –
zrobiony jest z drzewa,
które używanie i czas zmieniły
w słowo stół.

To właśnie dzięki owocom, co spadają
i dzięki nieustępującej obfitości liści
drzewo się odnawia
i istnieje słowo drzewo:

chociaż czasami las
zasłania nam jego widok,
drzewo trwa w słowie drzewo.

To nie jest wiersz abstrakcyjny.
Słowa powtarzają się między sobą
ze względu na sens: są samotne i pragną towarzystwa
a z ich korzeni wyrasta drzewo.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Soliloquy of the Solipsist

I?
I walk alone;
The midnight street
Spins itself from under my feet
when my eyes shut
These dreaming houses all snuff out;
Through a whim of mine
Over gables the moon’s celestial onion
Hangs high.

I
Make houses shrink
And trees diminish
By going far; my look’s leash
Dangles the puppet-people
Who, unaware how they dwindle,
Laugh, kiss, get drunk,
Nor guess that if I choose to blink
They die.

I
When in good humour
Give grass its green
Blazon sky blue, and endow the sun
With gold,
Yet, in my wintriest moods, I hold
Absolute power
To boycott color and forbid any flower
to be.

I
Know you appear
Vivid at my side,
Denying you sprang out of my head,
Claiming you feel
Love fiery, enough to prove flesh real,
Though it’s quite clear
All your beauty, all your wit, is a gift, my dear,
From me.

Sylvia Plath

 

Monolog solipsystki

Ja?
W samotności przemierzam
Nocną ulicę,
Co rozwija mi się pod stopami
Gdy zamknę oczy
Uśpione domy znikają;
Na mój kaprys
Niebiańska cebula księżyca zawiśnie
nad wzgórzami.

Ja
Sprawiam, że domy się kurczą
A drzewa maleją
Gdy odchodzę; smycz mego wzroku
Kręci ludźmi-marionetkami,
Co nieświadomi są, że nikną,
Gdy się śmieją, całują, upijają,
Nie wiedząc, że gdy mrugnę,
umierają.

Ja
W dobrym humorze
Zielenię trawę
Niebo niebieszczę, słońce obdarowuję
złotem,
Lecz gdy ogarnia mnie chłód,
Absolutną mocą
Bojkotuję kolory i kwiatom zakazuję
istnieć.

Ja
Wiem, że się zjawiasz
Żywotny u mego boku
Przecząc, żeś z mojej głowy
Twierdząc, że przecież czujesz
Namiętność z krwi i kości,
Choć jasne jest,
Że całe twe piękno, dowcip twój, kochany,
jest darem ode mnie.

Opublikowano Uncategorized | 3 komentarze

Impuls

Wieczorem muszą odciąć prąd
abym cokolwiek pojął,
jakiś drobiazg, który w zupełnym świetle
nie ma żadnego znaczenia

krótkie spięcie,
po którym pozostaje swąd,
po którym tylko załkać lub telefonować
do nie wiadomo kogo nie wiadomo kogo

Grzegorz Rogala

 

An impulse

In the evening the power must get cut off
so I could understand anything,
any detail which in full light
has no meaning at all.

a short circuit in a row,
that leaves behind an ugly smell,
that leaves behind only a need to cry or call
don’t know whom, don’t know whom.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Canción impura

En tus ojos la noche es amarilla,
el tráfico muy lento, derruido.
Y nada más. Portales
que suenan a ceniza,
pasos en hueco, lámparas cansadas.

Pero el alba tampoco es otra cosa.
No hay nada más. El miedo
a levantarse de la silla
y el tráfico muy lento, derruido,
y los portales hechos de ceniza,
y los pasos en hueco,
y el estupor cansado de las lámparas.

Luis García Montero

 

Pieśń bezwstydna

Noc w twoich oczach odbija się żółcią,
ruch uliczny niespieszny, zamierający.
Nic ponad to. Bramy
jakby z popiołu,
kroki rozbrzmiewające w pustce, zmęczone latarnie.

Jednak jasność też nie jest czymś innym.
Nie ma nic więcej. Strach
przed podniesieniem się z krzesła
i ruch niespieszny, zamierający,
i bramy z popiołu,
i kroki rozbrzmiewające w pustce,
i odrętwiałe ze zmęczenia latarnie.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz