Eso lo explica todo

Ni Dios es capaz de hacer el Universo en una semana.
No descansó el séptimo día.
Al séptimo día se cansó.

Ángel Gonzalez

To wszystko wyjaśnia

Nawet Bóg nie jest w stanie stworzyć Wszechświata w ciągu tygodnia.
Nie odpoczął siódmego dnia.
Siódmego dnia się zmęczył.

Reklamy
Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

¿Cómo?

¿Cómo sabe Andrea que la poesía no tiene
cuerpo, no tiene corazón y
en su hálito de niña pasa o puede pasar
y habla de lo que siempre no habla?
En la boca cuaja el mundo y a la luz
de pasados que Andrea ignora para nunca
su memoria es una casa nueva donde
otros rostros vivirán
otros amaneceres, otros llantos.
Mejor así.
Todo lo que se hunde ahora, este tiempo que se
disuelve
serán para ella páginas amarillentas olvidables.
Un día sabrá que existieron con ella misma,
entre lo imaginario y lo real.
¡Ah, vida, qué mañana
cuando termines de escribir!

Juan Gelman

Skąd?

Skąd Andrea wie, że poezja nie ma ciała
ani serca, że objawia się
lub może objawić w postaci dziewczynki
i mówi o tym, o czym zawsze nie mówi?
Świat krzepnie na ustach i w świetle
tych przeszłości, których Andrea na zawsze nie pozna
jej pamięć jest nowym domem, gdzie
pojawią się inne twarze
inne poranki i inne łkania.
Tak jest lepiej.
To, co teraz odpływa, ten czas, który przepada
będzie dla niej pożółkłymi zapomnianymi kartkami.
Pewnego dnia dowie się, że istnieli, jak i ona istniała,
między rzeczywistością a wyobraźnią.
Och, życie, co za świt,
kiedy kończysz swe pisanie!

Opublikowano Uncategorized | 1 komentarz

Nocturno

Con algo de salvaje impertinencia
me sorprende el silencio,
la oscuridad doméstica de un viernes
de golpe interrumpido.

He apagado la luz.
Por un momento
me apoyo en la pared, y acomodado
sobre la lenta noche
cierro los ojos como quien cierra un libro.
Sé que a mi espalda
se deshace el calor de los objetos
y que detrás de la cortina
brilla la sombra inútil que asciende de la calle.

En esta misma puerta, muchas veces,
me he sentido infeliz. Conozco la insidiosa
y atormentada paz del sillón solitario,
sus abusos de amistad a destiemp,
y el resto de la historia
que se ha quedado ardiendo tantas veces
sin orden en la mesa.
Y aunque también mis pasos están desorientados,
el pasillo de hoy
no se parece a un túnel: es oscuro
al modo de palabras imprecisas,
como noches de agosto con jazmines.

En recuerdo
de su asombroso olor a pervivencia
qiuero cruzar la casa
y desnudarme a tientas,
sin molestar,
sin encender siquiera las luces de espejo,
para no preguntamre
de qué sirve un oasis,
si el corazón conoce los desiertos
y sabe que lo esperan
como huellas antiguas que ya están por delante.

¡Bienvenido
calor entre las sábanas,
conocida presencia de duermevela,
cuerpo de algunos días suficientes!
Por hoy me basta tu perfil
que se acomoda al mío
y el sueño deseable, mientras que turbiamente
pienso en la luna ebria
y en el hombre que encuentra al levantarse
olor frío a tabaco.

Luis García Montero

 

W nocy

Jest coś dziko niestosownego
w tej ciszy, która mnie zaskakuje,
w przytulnej ciemności pewnego
nagle przerwanego piątku.

Zgasiłem światło.
Przez chwilę
opieram się o ścianę,
przywykłem do niespiesznej nocy
i teraz zamykam oczy jak zamyka się książkę.
Wiem, że za plecami
niknie ciepło przedmiotów
a za zasłoną wspina się od ulicy
blask bezużytecznego cienia.

Wielokroć, stojąc w tych drzwiach,
byłem nieszczęśliwy. Poznałem zdradliwy
dręczący spokój
samotnego fotela,
jego niewczesne nadużywanie przyjaźni,
oraz resztę tej historii,
która tyle razy tliła się
zostawiona w nieporządku na stole.
I chociaż znów jestem zdezorientowany,
dzisiaj korytarz
nie przypomina tunelu, mrocznego
niczym nieuchwytne słowa
podobne jaśminowym nocom sierpnia.

Pamiętając
ich zdumiewająco trwały zapach,
chcę przebiec cały dom
i rozebrać się po ciemku,
nie przeszkadzając,
nie zapalając nawet światła przed lustrem,
aby nie musieć pytać się sam siebie,
po co ta oaza,
skoro serce poznało pustynie
i wie, że na nie powróci
wchodząc w stare ślady przyszłości.

Witaj,
cieple pościeli,
znany niepokoju nocy,
dowodzie na istnienie niektórych dni!
Dzisiaj wystarczy mi twój kontur
łączący się z moim
i upragniony sen, gdy plączą mi się myśli
o pijanym księżycu
i o człowieku, który wstając rano
poczuje zimny zapach tytoniu.

Opublikowano Uncategorized | 2 Komentarze

Standort

Wir leben in einer Stadt ohne Fluss, es gibt
Grenzen hier nur aus Wind
oder Regenschauern. Meine Schwester
ängstigt das nachts, doch es lässt sich
in unserem Haus nicht weinen, vielleicht
hülfe es ihr, vielleicht brächte es sie
um den Verstand. Es ist frostig
in ihrer Stimme. Ließen sich Entfernungen
ohne Fluss beschreiben, wären zum Wenigsten
die Ahnungen haltbar: Niemand
nähert sich unserem Haus und die Eltern
haben wir lang nicht gesehen.
Doch es gibt keinen Halt, diese Stadt ist
wie ein Schneerest im März. Nur der Wind,
der den Regen in seine Form treibt,
deutet ein Ortsende an. Unser Haus bleibt
von Eis bedeckt und verschwunden.

Nora Bossong

 

Miejsce

Żyjemy w bezrzecznym mieście, gdzie
granice wyznacza tylko wiatr
lub deszcz. Nocami
niepokoi to moją siostrę, lecz w naszym domu
nie ma miejsca na płacz, który może
by jej pomógł a może pozbawił
rozumu. Jej głos
brzmi mroźnie. Gdyby bez rzeki
dało się ustalić odległości, przynajmniej
przeczucia byłyby pewne: Nikt
nie podchodzi pod nasz dom, a rodziców
nie widziałyśmy już dawno.
Brakuje punktu oparcia, to miasto przypomina
marcowe resztki śniegu. Tylko wiatr,
nadający formę deszczowi,
wyznacza kresy tego miejsca. Nasz dom stale
pokryty jest lodem i niewidoczny.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

What the water knows

What the mouth sings, the soul must learn to forgive.
A rat’s as moral as a monk in the eyes of the real world.
Still, the heart is a river
pouring from itself, a river that cannot be crossed.

It opens on a bay
and turns back upon itself as the tide comes in,
it carries the cry of the loon and the salts
of the unutterably human.

A distant eagle enters the mouth of a river
salmon no longer run and his wide wings glide
upstream until he disappears
into the nothing from which he came.

Only the thought remains. Lacking the eagle’s cunning
or the wisdom of the sparrow, where shall I turn,
drowning in sorrow? Who will know what the trees know,
the spidery patience of young maple or what the willow confess?

Let me be water. The heart pours out in waves.
Listen to what the water says.
Wind, be a friend.
There’s nothing I couldn’t forgive.

Sam Hamill

 

Co wiadome wodzie

Nauczyć duszę wybaczać to, co usta śpiewają.
W oczach świata szczur i mnich są tak samo moralni.
A jednak serce jest rzeką
samowystarczalną, rzeką nie do przekroczenia.

Wpływa do zatoki
i zawraca, gdy nadejdzie przypływ,
niesie zawodzenie ptaka i sól
tego, co bezbrzeżnie ludzkie.

Gdzieś daleko orzeł dotyka ujścia rzeki,
nie ma już łososi, szerokie skrzydła szybują
w górę rzeki, aż znika
w nicości, z której przybył.

Pozostaje tylko myśl. Nie mam zręczności orła
ani mądrości wróbla, gdzie więc powrócę,
gdy utonę w smutku? Kto pozna, co znają drzewa,
pajęczą cierpliwość młodego klonu czy tajemnice wierzby?

Pozwól mi być wodą. Serce niezwykle wylewne.
Słuchaj, co mówi woda.
Wietrze, bądź przyjacielem.
Nie ma rzeczy, której bym nie wybaczył.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Idilio en el café

Ahora me pregunto si es que toda la vida
hemos estado aquí. Pongo, ahora mismo,
la mano ante los ojos —qué latido
de la sangre en los párpados— y el vello
inmenso se confunde, silencioso,
a la mirada. Pesan las pestañas.

No sé bien de qué hablo. ¿Quiénes son,
rostros vagos nadando como en un agua pálida,
éstos aquí sentados, con ojos vivientes?
La tarde nos empuja a ciertos bares
o entre cansados hombres en pijama.

Ven. Salgamos fuera. La noche. Queda espacio
arriba, más arriba, mucho más que las luces
que iluminan a ráfagas tus ojos agrandados.
Queda también silencio entre nosotros,
silencio
y este beso igual que un largo túnel.

Jaime Gil de Biedma

Kawiarniana idylla

A teraz pytam się sam siebie, czy całe życie
spędziliśmy właśnie tutaj. W tym samym momencie
przykładam dłoń do oczu – jak mocno czuć krew
bijącą na powiekach – a busz wyrastający
na dłoni przysłania, milcząc,
spojrzenie. Rzęsy mi ciążą.

Nie bardzo wiem, o czym mówię. Kim oni są,
te niewyraźne oblicza, pływające w bezbarwnej wodzie,
ci, co tu siedzą z błyszczącymi oczyma?
Wieczór popycha nas ku różnym knajpom
lub pomiędzy zmęczonych ludzi w piżamach.

Patrzcie. Wyjdźmy stąd. Noc. Przestrzeń
rozciąga się ponad nami, jeszcze wyżej niż światła,
które co chwila padają w twe rozszerzone źrenice.
Jest też cisza, która trwa między nami,
cisza
                   i ten pocałunek niczym jakiś długi tunel.

Opublikowano Uncategorized | 1 komentarz

Pora śmierci choinek

Styczeń, pora śmierci choinek. Trupy rozebrane
z łańcuchów i ozdóbek. Mnóstwo bohaterów
porzuconych na śniegu. Zapomniana gwiazda
pozostawiona, zaplątana między
łysiejące gałązki. Bez blasku.
Trzej królowie już w drodze powrotnej
i nic ich nie prowadzi. Wracają do swoich
rzezi. Dziś ostatni
okruch ze świątecznego ciasta dostał się pod nogi
i dzioby ptaków. To olbrzymie zwierzę,
które wchodzi w takich momentach rycząc: ZAMYKAMY!
KONIEC! KONIEC! być może jest podłe
i godne nienawiści, ale przecież kiedyś,
gdy będziemy zmęczeni zachodami – wschodami,
lewą i prawą ręką, kocham cię – nie kocham,
będziemy je przyzywać – i gdy wreszcie przyjdzie
– przyjmiemy je z wdzięcznością.

Marcin Świetlicki

Time when Christmas trees die

January, time when Christmas trees die. Corpses
without chains or trimmings. A host of heroes
abandoned on snow. A forgotten star
left among balding branches. No glitter.
The Magi are on their way back
with nothing to guide them. They return
to their daily carnage. Today the last
bit of the Christmas cake went under the feet
and the beaks of birds. The huge animal
that comes in such moments roaring: WE’RE CLOSING!
GAME OVER! GAME OVER may be vile
and deserves to be hated, but one day
when we are tired of sunsets – sunrises
left and right hand, I love you – I don’t love you
we will call for it – and when it comes
we will receive it with gratitude.

Opublikowano Uncategorized | 2 Komentarze